[blockstart:500]
<font:$local$\fonts\fonthead16bld.fnt>
Czy wiedzieliscie, ze cezar to nie salatka?
<font:$local$\fonts\font12.fnt>
I oto, ja znow okazalem sie w innym odzieniu nie wiadomo gdzie, ale ja szybko zrozumialem, ze to niewieczny grod NieRzym
Ja musze tutaj znalezc ojca i matke


[blockend:500]

[blockstart:501]
<font:$local$\fonts\fonthead16bld.fnt>
Rodzinny tron
<font:$local$\fonts\font12.fnt>
Pawel: Mama! Papa! Wy co tu robicie?!

Ojciec Pawla: Nu, synok, jak widzisz - uzywamy wielkim gosudarstvom.

Matka Pawla: Da, i nakoniec-to, jedimy normalna jedu! Ty by poprobowal etot syr - prosto skazka!

Pawel: Wy ze zwyklye krestjane! Kak wy stali imperatorami?!

Ojciec Pawla: Nu, znajesz, senat predlozyl - my nie otkazalis.

Matka Pawla: Oni skazali, chto nuzhny ludzi bez politiczeskogo opyta. My idealnie podoszliz!

Pawel: Nu i kak ono, byt’ imperatorami?

Ojciec Pawla: Otliczno! Nam kazdy dzien’ delajut massaz, nosjat winograd, a jesli czto-to nie nrawitsja - mozna prikazat’, czto-by etogo czelowieka bol’sze nikto nie widel!

Matka Pawla: Prawda, wczoraj mnie priniesli sliszkim gorjaczij sup… tiepier’ powar poczemu-to w ssylkie.

Pawel: Eto koszmar! Wy dolzny wiernuca domoj!

Ojciec Pawla: Zacziem? Tam kurica ziestkaja, a zdes’ czelaja imperija!

Pawel: Potomu czto senat was predast i unicztozyt!

Matka Pawla: Oj, kto tol’ko nas nie pugal… Wczoraj odin astrolog predskazal, chto nas skinut s trona. My jego kaznili.

Pawel: Tak on ze byl praw!

Ojciec Pawla: Nu, tiepier’-to uzh toczno oszibsja.

Pawel: Posluchajte! Ja prinesu dokazatielstwa. Senat uzhe toczyt nozhi!

Matka Pawla: Nu-nu. I kto tebie eto skazal?

Pawel: Poka nikto… no ja skhozu k komandiru strazy Glupusu Maksimusu!

Ojciec Pawla: O, otliczny paren’! My jemu zarplatu urezali, czto-by sjekonomic na pirzsziestwach.

Matka Pawla: Tiepier’ on na nas kak-to stranno smotrit…

Pawel: …Wy hot’ ponimajetie, chto podpisali siebie smiertnyj prigowor?!

Ojciec Pawla: Da bros’, synok! My tut ziwiem, kak bogi. Nikto nie posmiejet nas tronut’! W eto wriemia senat stojaszczij rjadom, czto-to natacziwal w rukach…



[blockend:501]

[blockstart:502]
<font:$local$\fonts\fonthead16bld.fnt>
Zloty rozmowa
<font:$local$\fonts\font12.fnt>
Pawel: Glupus Maximus, powiedz szczerze, senat NieRzymu zdradzil imperatora?

Glupus Maximus: O tak, zdradzil tak, ze nawet Juda by powiedzial: "Parnie, no to juz przesada".

Pawel: I ty znasz wszystkie szczegoly?

Glupus Maximus: Oczywiscie! Ale za darmo ja nie pracuje.

Pawel: Ty glowa strazy, u ciebie wyplata jest!

Glupus Maximus: A u ciebie, Pawel, sumienie jest?

Pawel: …Czasami. Ile ty chcesz?

Glupus Maximus: Piecset zlotych denarow, dwa amfory wina i… jeden pierog.

Pawel: Da za takie pieniadze ja moge kupic caly senat!

Glupus Maximus: No to kup, raz tobie tak trzeba.

Pawel: U mnie nie ma takich pieniedzy.

Glupus Maximus: No, znaczy, tobie nie bardzo i potrzebna prawda.

Pawel: Oj, dobrze. Pojde do skarbnika Lucjusza Inflacjusza, moze on troche zlotka podkreci…



[blockend:502]

[blockstart:503]
<font:$local$\fonts\fonthead16bld.fnt>
Na grani biednosti NieRzima
<font:$local$\fonts\font12.fnt>
Pawel: O, wielkij kaznaczey Lucjusz Inflacjusz, mnie srochno nuzhny diengi!

Inflacjusz: Diengi? Kakie diengi? U nas ih stol’ko, chto za wczerasznyj chleb uzhe trebujut dwa mieszka denariew!

Pawel: Tak u tiebja zhe cielaja kazna!

Inflacjusz: (obmachiwaetsja wejerom iz zolotykh monet) Da, no eto strategiczeskij rezierw! Na sluczaj, esli ceny opiat’ wzletjat…

Pawel: Nu hotia by niemnogo? Mnie srochno nuzhno podkupit’ odnogo czelowieka.

Inflacjusz: Podkup? O-o-o! Eto ja lublu. No jest’ odna malienkaja probliema…

Pawel: Kakaja eszczio?

Inflacjusz: Ja uzhasno bolien!

Pawel: (osmatriwaet jewo) Ty wygljadisz wpolnie normal’no…

Inflacjusz: O, eto tol’ko snaruzi! Ja strajaju ot denarijewoj lichoradki. Czem bol’sze dienieg rjadom - tiem huzhe mnie stanowitsja.

Pawel: Tak ty zhe tol’ko czto wejerom iz zolotykh monet machal!

Inflacjusz: (nierwno priacziet wejer za spinu) Eto… liecziebnaja prociedura!

Pawel: Choroszo, a czto tebie pomozhet?

Inflacjusz: Mnie nuzhno czudodiejstwiennoje zielje ot Mazyukusa Pilyulusa!

Pawel: (wzdyhajet) Ladno, pojdu k niemu…
[blockend:503]

[blockstart:504]
<font:$local$\fonts\fonthead16bld.fnt>
Apteka zakryta, prihoditie zawtra
<font:$local$\fonts\font12.fnt>
Pawel: O, mudriejszij lekar’ Mazyukus Pilyulus! Ja pribyl k tebie s wazhnoj missiej. Nasz kaznaczey Lucjusz Inflacjusz stradajet strasznoj bolezn’ju - denarijewoj lichoradkoj!

Pilyulus: (wzdyhajet i leniwo razminajet pal’cy) Ah, Pawel… Ty znajesz, chto ja wracz po prizwaniyu, a nie po fakt’u?

Pawel: Chto eto znaczyt?

Pilyulus: Eto znaczyt, chto ja lieczu slowami, a nie zieljami. Goworiu: “Wsio budiet horoszo” - i pacijent wyzdorawliwajet. Nu ili… pieriestajet zhalowat’sia.

Pawel: Ladno, no wdrug w etot raz slowa nie pomogut? Mozhet, jest’ kakoe-nibud’ liekarstwo?

Pilyulus: Konieczno jest’! Eliksir zdrawo go smysla. Wyp’jesz - srazu pojmiesh, chto diengi niel’zia hranit’ w amforie u fontana.

Pawel: (zlitsja) Mnie nuzhno nastojaszczie zielje!

Pilyulus: Ah, tak by srazu i skazal… Nu, jest’ odno antidenarijewoje snadob’je. Wyp’jet - i srazu pieriestaniet trjastis’ pri widie moniet!

Pawel: (radostno) Otliczno! Dawaj jewo sjuda!

Pilyulus: E-e-e… Probliemka. Wsie moi liekarstwa doma u zheny.

Pawel: (podozritel’no) Pocziemu?

Pilyulus: (grustno) Ona goworit, chto ja sliszkim szcziedryj i mogu ih komu-to otdat’.

Pawel: I chto mnie tiepier’ dielat’?

Pilyulus: (pozhmajet plieczami) Idti k mojej zhenie, konieczno.

Pawel: (wzdyhajet) Ladno, gdie ona zhiwiet?

Pilyulus: W dieriewnie Kurzypmol’-Dolny.

Pawel: Eto zhe tri dnia puti ottuda!

Pilyulus: Oj, dawaj nie zhalowat’sia, moi priedki hodili iz NieRzima w Rieal’nyj Rim za sol’ju!

Pawel: Mozhet, jest’ hot’ kakaja-to al’tiernatiwa?

Pilyulus: Nu… Mozhna poprobowat’ staryj pol’skij mietod lieczienija: tri kruzhki mjoda i gorjaczaja bania.

Pawel: Eto zhe nie liekarstwo, a priedlog napit’sia!

Pilyulus: Imiennho! Poslie etogo wsie bolezn’i kazhutsia nieznaczytiel’nymi.

Pawel: (dierzhytsja za golowu) Ladno… Gdie tut blizhajszij kabak? Tiepier’ nado najti zhenu liekarja…


[blockend:504]

[blockstart:505]
<font:$local$\fonts\fonthead16bld.fnt>
Pirog za pilyulyu
<font:$local$\fonts\font12.fnt>
Pawel: O, slawnaja i uwazhajemaja Balzamina Nastojkus! Ja priszol za zieljem ot denarijewoj lichoradki dlja kaznaczeja Lucjusza Inflacjusza. Wielikij lekar’ Mazyukus Pilyulus skazal, chto wsie liekarstwa u was.

Balzamina Nastojkus: Och, Pilyulus… Opiat’ on wsio na mienia swalil! Ja jemu nie zhena, a sklad medicinskich traw!

Pawel: Tak wy daditie mnie liekarstwo?

Balzamina Nastojkus: Aga, konieczno, prosto tak! Ty, naewierno, wierisz, chto rimskije dorogi sami siebia czyniat?

Pawel: Nu…

Balzamina Nastojkus: Jesli hoczesz poluczyt’ liekarstwo, priniesi mnie pirog ot piekaria Chlebiusza Bulkusowa. Da niesi jewo ostrozno, a to w proszlyj raz odin nieukluzhij soldat uronil jewo, i my niedielju jeli “pirog po-rimski” - priamo s mostowoj!

Pawel: Choroszo, ja skhozu za pirogom.

Balzamina Nastojkus: Podozhdi! (dostajet iz-za dwieri tielegu) Wot, bieri! Sam ty slabowat, a pirog u Bulkusowa - razmierom s amfitieatr!

Pawel: …I pocziemu u mienia takoje czuwstwo, chto w itogie ja okazhus’ s pustymi rukami, a wy - s pirogom?

Balzamina Nastojkus: Potomu czto ty umion, kak staryj rimskij sienator - to jest’ sliszkim pozdno ponimajesz, wo czto wljapalsia!

Nie zabywaj, za wsie eti wieszczi budut drat’sia wsie…


[blockend:505]

[blockstart:506]
<font:$local$\fonts\fonthead16bld.fnt>
Smacznyj brosok za pirog
<font:$local$\fonts\font12.fnt>
Pawel: O, wielikij Chlebius Bulkus! Ja priszol za pirogom dlja uwazhajemoj Balzaminy Nastojkus!

Chlebius Bulkus: Aaa, opiat’ ona! Da skol’ko mozhno? W proszlyj raz ona potrebovala pirog s miodom, a potom prishla s zhaloboj, chto "slishkom sladko"!

Pawel: Nu, chto podielat'. Ty zhe znajesz, chto zheny lekariej – kak rimskij senat: vsegda nedovol'ny, no bez nih nikuda.

Chlebius Bulkus: Ladno-ladno, sdelaju dlja nee pirog. No prosto tak ja ego ne otdam!

Pawel: Nu konechno… A chto na etot raz? Ne skazhesh' zhe ty mne razgruzit' mel'nitsu ili posadit' pshenitsu?

Chlebius Bulkus: Ha! Net, vse proshche. Vidish' von tu urnu?

Pawel: Vizhu.

Chlebius Bulkus: Ja davno mechtaю povtorit' legendarnyj brosok Gaja Krupno-Sdobusa, kotoryj zakinul hleb priamo v amforu s rasstojanija desjati shagov! Esli ty smozhesh' povtorit' ego podvig, pirog tvoj.

Pawel: O… To est', ja dolzhen zakinut' kusok testa v urnu?

Chlebius Bulkus: Da! No ne prosto tak – smachno, s dushoj, kak budto brosajesh' vsu svoju zlost' na senat!

Pawel: Nu ladno… (beret testo, zamahivaetsja i kidaet… mimo!)

Chlebius Bulkus: Ha-ha-ha! Ty brosajesh', kak tot legioner, kotoryj pytalsja metnut' kop'ё, a popal v sobstvennyj sandal'!

Pawel: Daj eshche odnu popytku!

Chlebius Bulkus: Ladno, no esli opet' mimo – to ty mne eshche i za muku zaplatish'!

(Pawel sosredotachivaetsja, delaet velichestvennyj zamah, i… bac! Testo letit priamo v urnu!)
<picture:$local$\Graphics\Testo.pcx>
Pawel: Ura! Teper' daj pirog!

Chlebius Bulkus: Ladno, zasluzhil… Vot, derzhi. I ne uroni, a to budesh' zanovo brosat'!

I vot brosil Pawel smachno, i testo prjam v urnu zaletelo, i pirog otdal pекar', i ushel plakat' v podushku

[blockend:506]

[blockstart:507]
<font:$local$\fonts\fonthead16bld.fnt>
Pirog za trawu, ili Rimskaja barternaja ekonomika
<font:$local$\fonts\font12.fnt>

Pawel: O, wielikaja i mudraja Balzamina Nastojkus! Ja prinjos tebie pirog ot wieliczajszego piekaria Chlebiusza Bulkusowa. Nadiejus’, on tebia poradujet!

Balzamina Nastojkus: (niuchajet pirog) Hmm… Wrodie nieploho pahniet… No chto-to ja jemu nie dowieriaju! W proszlyj raz on mnie sliszkim sladkij pirog dal, w pozaproszlyj - sliszkim suchoj, a odin raz woobszczie zabyl dobawit’ muku!

Pawel: Ja sam widiel, kak on staralsia! Ja dazhe sdielal liegiendarnyj brosok tiesta w urnu, chtoby jewo zasluzhit’!

Balzamina Nastojkus: (udiwljonno) O, tak ty tot samyj czempion pirozhowogo mietanija?! Togda ladno, powieriu!

Pawel: Nu nakoniec-to! Tak chto naszcziot traw? Mnie nuzhno liekarstwo ot denarijewoj lichoradki dlja Lucjusza Inflacjusza, a to on ni moniety mnie nie dast.

Balzamina Nastojkus: (wzdyhajet) Och uzh etot Lucjusz! Wieczno u jewo ili denarii obiesceniwajutsia, ili zdorowje. No ja dam tebie trawy!

(dostajet mieszoczek s trawami i wruczajet Pawlu)

Balzamina Nastojkus: Tol’ko smotri, nie prosyp’ po dorogie! Eti trawy riedkije, sobirala ih sama na Forumie w Dien’ narodnyh guljanij - ele otbilas’ ot torgowciew!

Pawel: (prowieriajiet mieszoczek) Nadiejus’, eto nie tie trawy, chto twoj muzh mnie priedlagal kak “czudiesnoje sriedstwo ot ustalosti”, poslie kotoryh ja tri dnia razgawariwal s kolonnami?

Balzamina Nastojkus: (usmichajetsia) Tie trawy - dlja особо ustalych liegionierow. A eti - dlja kaznaczeja, tak chto bieri i biegi, poka on nie pieriedumal zanimat’ tebie diengi!

Pawel: Ladno, jesli ja nie wiernusia - znaj, chto mienia zacziślili w wiecznyj dolg sienata!

(Pawel uhodit, a Balzamina dowolna zaczinaet probowat’ pirog)

[blockend:507]

[blockstart:508]
<font:$local$\fonts\fonthead16bld.fnt>
Otwar po reczeptu, ili pocziemu wraczi – DOLZHNY GORIET’ W KOSTRIE
<font:$local$\fonts\font12.fnt>
Pawel: (zadyhajas’) O, wielikij Mazyukus Pilyulus! Ja prinjos trawy, kak ty prosil! Ele unios - twoja zhena ohraniajet ih, kak liegioniery vhod w kaznu!

Mazyukus Pilyulus: (bieriot trawy i niuhajet) Hmm… Da, eto oni! Swiezhije, aromatnyje, budto ih sobirali nie na rynku, a w sadah Jupitiera!

Pawel: (wytiraiet pot) Otliczno! Tiepier’ sdielaj liekarstwo dlja Lucjusza Inflacjusza, a to biez jewo ja ni denarija nie poluczu!

Mazyukus Pilyulus: Och, eto dielo nieprostoe… No ty zhe znajesz, chto ja luczszyj lekar’ NieRima! (dostajet ogromnyj kotiol i zaczinajet brosat’ tuda trawy)

Pawel: A ty uwieren, chto ono nie wzorwiotsia?

Mazyukus Pilyulus: (usmichajetsia) U mienia w proszlym miesiacie tol’ko tri wzrywa bylo - eto horoszyj riezul’tat!

Pawel: (nierwno) Aga… Otlicznyj…

Mazyukus Pilyulus: (brosajet w kotiol szcziepotku soli, szcziepotku magii i kaplju podozritielnoj zhidkosti) Iiii… gotowo!

Kotiol szypit, burlit, wypuskajet podozritielnyj fioletowyj dym, no w itogie lekar’ naliwajet otwar w glinianyj sosud.

Mazyukus Pilyulus: Wot, dierzhi! Liekarstwo ot denarijewoj lichoradki!

Pawel: A… pobocznyje effiekty jest’?

Mazyukus Pilyulus: Nu, mozhet byt’ liegkaja golowokruzhitel’nost’, wriemiennaja zabywczywost’ i zhelanie otdat’ wsie diengi pierwomu wstriechnomu. No Lucjuszowi eto nie powriedit - on i tak priwyk k potierie denarijew!

Pawel: Nu i otliczno! Spasibo, Pilyulus!

Mazyukus Pilyulus: Jesli wdrug on zaczniet goworit’ na driewniegrieczeskom ili uwidiet galow w swojom kabinietie - eto normal’naja riakcija!

Pawel: (uhodia) Wsio rawno w sienatie i pohuzhe wieszczi proishodia…

(Pawel bieriot sosud i spieszyt k kaznaczieju, a Mazyukus Pilyulus dowol’no potirajet ruki, radujas’, chto w etot raz niczego nie wzorwalos’)


[blockend:508]

[blockstart:509]
<font:$local$\fonts\fonthead16bld.fnt>
Denarii ili gallyucinacii?
<font:$local$\fonts\font12.fnt>
Pawel: (wrywajesia w kaznu) O, wielikij Lucjusz Inflacjusz! Ja prinjos tiebie liekarstwo ot twojej denarijewoj lichoradki!

Lucjusz Inflacjusz: (lezha na grudie moniet) O-o-o… Pawel, ty nie priedstawliajesz, kak mienia triasiot! Ja dazhe nie smoh soczsitat’ nalogi s posliednih wzjatok!

Pawel: (podajet sosud s otwarom) Wypiej eto - i wsio projdiot!

Lucjusz Inflacjusz: (niedowiercziwo smotrit na puzyriok) Aga… A ty uwieren, chto eto nie jad? Sienat uzhe pytalsia mienia ubrat’ piat’ raz za etot miesiac!

Pawel: (razwodit rukami) Jesli by eto byl jad, on stoil by dorozhe! Liekar’ Mazyukus Pilyulus sam prigotowil!

Lucjusz Inflacjusz: (wzdragiwajet) Pilyulus?! A-a-a! W proszlyj raz on propisal mnie nastojku ot golownoj boli, poslie kotoryh ja razgawariwal s biustom Cezaria tri dnia podriad!

Pawel: (smiejetsia) Nu, zato ty stal luczszym pieriegoworszczikom w gorodie!

Lucjusz Inflacjusz: (wzdyhajet) Ladno… (dielajet glotok) Hmm… Nu wrodie by…

Wniezapno Lucjusz szyroko raskrywajet glaza, smotrit na Pawla i kriczit:

Lucjusz Inflacjusz: GALLY W MOIEJ KAZNIE!!!

Pawel: (riestierianno) Kakie jeszczio gally?!

Lucjusz Inflacjusz: (maszet rukami w wozduchie) Won tam! Oni tancujut na denarijah! O, niet! Odin iz nih jest moju buhgalterskuju knigu!

Pawel: (zakrywajet liczo rukami) O niet… Eto pobocznyj effiekt…

Lucjusz Inflacjusz: (biegajet po komnatie i razmahiwajet switkom) Nazad, warwary! Wy nie poluczitie moi nalogi!

Pawel: (wzdyhajet) Mozhet, eto projdiot, jesli ty prosto dasz mnie diengi?..

Lucjusz Inflacjusz: (rieżko ostanawliwajetsia, hwatayet mieszoczek s monietami i brosajet jewo Pawlu) BIERI WSIO, TOL’KO SPASI MOI DENARII!!!
I oni wmiestie wybiezhali na ulicu…


[blockend:509]

[blockstart:510]
<font:$local$\fonts\fonthead16bld.fnt>
Denarii za slowa, ili Kak torgowat’sia s Glupusom Maksimusom
<font:$local$\fonts\font12.fnt>
Pawel: podhodit w mracznoje logowo komandira strazi O, moguczyj Glupus Maksimus! Ja priszol s tem, czto ty tak sil’no lubisz!

Glupus Maksimus: razworacziwajetsia s nabitym rtom Jesli eto nie zharenaja baranina, mnie nieintieriesno.

Pawel: dostajot mieszoczek s monietami i potrjaschiwajet jewo A jesli eto zolotyje zharennyje barany?

Glupus Maksimus: glaza zagorajutsia Zoloto?! Nu, tiepier’ my goworim na odnom jazykie! Dawaj jewo sjuda, i ja rasskazhu tiebie WSO!

Pawel: prizhmajet mieszoczek k grudi Podozhdi, podozhdi… Spierwa rasskazhi, a potom poluczisz’.

Glupus Maksimus: zadumcziwo czeszet podborodok Hm… Daj-ka mnie hotia by odin denarij, czto-by smazat’ pamiat’!

Pawel: zakatywajet glaza, dostajot odnu monietu i dajot komandiru

Glupus Maksimus: kiwajet, kladziot monietu w szliem Ladno… Sienat diejstwitiel’no zamyszlajet priedatiel’stwo. Oni choczet… tjanet pauzu

Pawel: tierpieliwo Cziego choczet?

Glupus Maksimus: jeszczio dlinnieje pauza Oni choczet…

Pawel: razdraczonnno Gowori uzhe!

Glupus Maksimus: tjanet ruku wpiieriod Oj, kazhetsia, u mienia pieriesohlo w gorlie… Jeszczio odin denarij, pozhalujsta!

Pawel: skripit zubami, no dajot jeszczio odnu monietu

Glupus Maksimus: wiesielo kladziot jewo w szliem Sienat choczet ubrat’ twoich roditielej s trona!

Pawel: wzdyhajet Nakoniec-to…

Glupus Maksimus: opiat’ protjaghiwajet ruku Za dopolnitiel’nuju platu mogu rasskazat’, kto imienno etim rukowodit!

Pawel: niedowol’no Ty chto, rynok, kotoryj torgujetsia sam s saboj?!

Glupus Maksimus: pozhymajet plieczami Ja glawa strazi NieRima. Korrupcija - nasz tradycyjnyj sport!

Pawel: szwirjajet jemu wes’ mieszoczek Ladno, tol’ko gowori bystrieje, poka ty nie naczal brat’ diengi za pauzy w razgoworie!

Glupus Maksimus: smiejotsia, pieriesczitywajet moniety Horoszo, sluszaj…

Poka komandir rasskazywajet dietali zagowora, Pawel ponimajet, chto wozmozno, jemu sledowalo by srazu podkupit’ wes’ sienat - wyszlo by diewsze!
Tiepier’ ja dolzhen skazat’ ob etom roditieljam

[blockend:510]

[blockstart:511]
<font:$local$\fonts\fonthead16bld.fnt>
Podwig Cezaria
<font:$local$\fonts\font12.fnt>
Pawel: (sierjozno, no s jedwa sdiershiwajemym smiehom) Mat’, otiec, u mienia płohije nowosti. Sienat… oni hocziat nas s’jest’, kak Cezaria.
<picture:$local$\Graphics\Edat.pcx>
Mat’: (zapanikowaw, no s popytkoj sohranit’ spokojstwije) Chto ty goworisz’, syn? Kak Cezaria? Nu, eto zhe absurd! Nie mogu powierit’, chto my snowa popali w takie istorii! Skol’ko raz tiebie goworiła, czto-by ty nie zagowariwał s etim Gajem! On zhe miestnyj Pławt, a nie Cezar’!

Otiec: (smotrit na Pawła s niedoumienijem) Pawel, ty chto, s uma soszoł? S’jest’? My chto, w “Rimskoj kuchnie” ili w kakom-to pol’skom fil’mie 80-h? Oni jeszczio s kirkami prijdut?

Pawel: (s gor’czju) Niet, oni nie s kirkami, oni s zakonami! Ty nie znajesz, otiec, chto oni uzhe dawno sobirajutsia rasprawit’sia s nami. Wspomni, kak s Cezariem! “Ty tozhe, Brut?” - eto było ih gławnoje priedskażanije dlja nas!

Mat’: (panika usiliwajetsia) No pocziemu my? Za chto? Nam s Gajem jeszczio na roditiel’skom sobranii w szkole sidiet’ nie połucziłos’, a tut uzhe priam w sienat!

Otiec: (s zadumcziwym widom) Nu, raz tak, mozhet, kak w driewniem Rimie na sienatah, budiem “borszczom s krysami” wydawliwat’ swoi idiei, czto-by nas nie s’jeli? Ili po pol’ski “mimo” - nikogo nie troniem!

Pawel: (podhodit k dwieri, rieszytiel’no) Niet wriemieni objasniat’! Nuzhno ubirat’sia ottuda, poka nas nie sozhrali! My s wami - kak rimskije ryby, kotoryh na uzhin podadut. Bezhim!

Mat’: (kriczit) Snaczala ja ubieru kotliety iz duhowki, a to wdrug oni diejstwitiel’no okazhutsia kulinarnoj diwiziej Sienata!

Otiec: (sobirajas’, w panikie) Ladno, nie tieriajem wriemia!
I my w spieszkie wybiezhali iz pieszczery


[blockend:511]

